2017 © Wszyskie prawa zastrzeżone przez Harmony Coaching.
Powered by Zone Zero
GFX: DIZAJNOVA
Gnać - nie gnać

Gnać - nie gnać

Piątek, 04 Lipiec 2014

Oj, jakże długo mnie nie było, niemal rok! To był czas na zwolnienie, lekkie zatrzymania, momenty pozwolenia sobie na nierobienie, słuchanie głosu swojego ciała, nabieranie perspektywy, czasem sztukę odpuszczania. Wtedy bardziej instynktowne, niż za sprawą świadomego wyboru - dziś umiem nadać temu czasowi treść i znaczenie.
We wszelkich swoich obszarach aktywności robiłam dużo mniej i pracowałam dużo wolniej. Były wówczas momenty, że myślałam: "to dobrze". I były też momenty, że myślałam: "to źle". Jednak "to dobrze" wygrywało za każdym razem. A wygrywało, bo to faktycznie było dla mnie dobre. Bardziej to czułam, niż wiedziałam.
Jeśli gonisz, nie masz czasu się rozejrzeć. Jeśli gonisz, zmęczony działasz dużo mniej efektywnie i twórczo. Jeśli gonisz, być może gonisz coś, czego dogonić się nie da, a Ty nie masz czasu nawet nad tym pomyśleć. Jeśli gonisz, rzadziej bywasz uważny, i trudniej dostrzegasz to, co faktycznie jest Ci potrzebne i co dla Ciebie dobre. Jesteś znużony, nieobecny. Nie masz czasu i przestrzeni na to, by zadać sobie ważne pytania, a co dopiero udzielić odpowiedzi. 
Jeśli znajdziesz czas na zatrzymanie, możliwe stanie się przyjrzenie się temu wszystkiemu, co jest ważne, a co - przez to, że przykryte pilnym - zbyt często niedostrzegane. Jeśli znajdziesz czas, by się poprzyglądać - będziesz mieć szansę, by wyostrzyć obraz i dotknąć sedna. 
Zachęcam. Warto.

Sawubona – widzimy cię!

Sawubona – widzimy cię!

Piątek, 02 Sierpień 2013

Sawubona w języku Zulusów jest powitaniem, które można przetłumaczyć na „widzimy cię”. Liczba mnoga wynika z kultury koncentrującej się na społeczności (kultura kolektywistyczna), ale dla tego wpisu nie ma to znaczenia, więc nie o tym.

Piszę o tym pozdrowieniu, bo zdałam sobie sprawę, że zamiast „widzieć”, często bywamy ślepi. Widzieć kogoś znaczy dostrzegać dokładnie, być uważnym, odkleić się od swoich powierzchownych ocen na temat drugiej osoby, szanować jej odrębność... Widzieć kogoś to wejść w prawdziwy KONTAKT.

Tymczasem zazwyczaj nie patrzymy starannie. Nie patrzymy głębiej. Nie patrzymy z prawdziwą ciekawością. Jesteśmy zniecierpliwieni. Zmęczeni. Patrzący powierzchownie. Albo odwracający wzrok.

Tylko potem okazuje się, że znamy kogoś całe lata, a nigdy nie byliśmy blisko. Nie byliśmy tak, że chwila bycia w kontakcie spowodowała, że sama w sobie była ważna, a nawet poruszająca. Że nie zadrgało między nami powietrze. Nie popatrzyliśmy sobie w oczy z całą uważnością, skupieniem, otwartością, a jednocześnie świadomością odrębności.

Bywa, że znamy jego płytotekę, rozmiar buta i gdzie ma w domu liczniki na wodę, ale nie mamy pojęcia, co sprawia, że czasem markotnieje, albo co go tak porusza, gdy uczy swoje dziecko czytać. Nie wiemy, bo jakże często wolimy nie pytać. Na pytanie przecież ktoś nie daj Bóg mógłby odpowiedzieć. A wtedy trzeba byłoby NAPRAWDĘ rozmawiać i słuchać (bo w końcu głupio trochę spytać i potem zupełnie zignorować rozmówcę). I być może zmierzyć się z cudzymi i własnymi trudnymi emocjami. To już lepiej pogadać o dr Housie albo nowej kiecce czy felgach. Ewentualnie ponegocjować, kto ma umyć te nieszczęsne naczynia. Łatwiej. I nie wyjdzie się na głupca z powodu jakiegoś takiego zawstydzenia, zażenowania czyimś smutkiem czy wstydem.

Ale jeśli chce się choć raz na jakiś czas zobaczyć prawdziwie – trzeba wejść w kontakt. Przeżyć spotkanie z drugim człowiekiem bez równoczesnego myślenia o ziemniakach, które musisz obrać na obiad. Spojrzeć mu w oczy. Wysłuchać. Zapytać. Być uważnym i otwartym. I niczego nie zakładać z góry. Choć raz na jakiś czas, dać komuś opowiedzieć o sobie swoją historię – by móc się dowiedzieć, a nie domyślać. Nasz świat nie znosi pustki. Jeśli czegoś nie wiemy – jesteśmy skłonni to sobie dopowiedzieć. Ale czyż nie lepiej ZOBACZYĆ?

Były sobie koty

Były sobie koty

Sobota, 06 Lipiec 2013

Tak, mam kota. Nawet dwa. Niektórzy ludzie twierdzą, że mam też kota na punkcie kotów. Moje koty zapewne niestety mają zdanie odmienne – nie raz dają wyraz temu, że słabo sprawdzam się w roli ich człowieka. One dobrze wiedzą, czego chcą, i nie dają mi o tym zapomnieć.

Czasem się zastanawiam, jak to byłoby być kotem. Wyraźnie znać swoje potrzeby – gdy trzeba, prosić o ich spełnienie innych. Nie przejmować się, czy brzuszek nie stał się zbyt okrągły. Nie zamartwiać się przyszłością, lecz tu i teraz szukać plam słońca, by się na nich położyć. Nie wyobrażać sobie, co się stanie jeśli, co by było gdyby. Bez skrępowania prosić o bliskość i dotyk. Mruczeć z zadowolenia – czasem głośno i bez powodu – bez ryzyka, że ktoś poczuje się zgorszony. Nie komplikować tego, co jest proste.

Jak na razie jednak nikt nie wymyślił, jak stać się kotem. Cóż, trudno, przynajmniej możemy dalej się myć używając wody, a nie własnego języka – przynajmniej to. Możemy jednak kilku rzeczy się od kotów nauczyć bez uszczerbku na naszej "ludzkiej godności".

Kiedyś, podczas pewnej sesji coachingowej, pewna klientka, która trzymała w ręce karteczkę z napisem „CHCĘ”, a z którą miała „zrobić, co zechce”, niemal automatycznie przykleiła ją na... swojego kota. Tak, żywego kota. Kartkę „POWINNAM” zmięła w dłoni. Chciała w swoim życiu więcej równowagi – mniej powinności, przymusów i związań, a więcej zgody na własne potrzeby i dbania o nie – ze spokojem, a nie wyrzutami sumienia.

Kotami stać się nie możemy. I może dobrze – głupio by wyglądał kot prowadzący samochód. Trudno by się robiło też zakupy w markecie. Możemy jednak stać się bardziej „koci”. Możemy nie wystepować przeciwko sobie samym. Proponuję zacząć od widzenia własnych potrzeb - na ile to możliwe takimi, jakimi są, bez ich oceniania. Dopiero po ich uświadomieniu decydować - czy i jak je zaspokoić. 

 

PS. Nie, pewnych kwestii z życia z moimi kotami nie zamierzam poruszać. Nie zamierzam pisać, że jedno o drugie jest zazdrosne i potrafi przyłożyć temu drugiemu tylko dlatego, że przechodzi za blisko pierwszego leżącego właśnie na kolanach (w końcu – umówmy się – przechodząc na odległość wyciągniętej łapy samo się o to prosi). Nie zamierzam też poruszać problemu namolności i nachalności w proszeniu o pieszczoty – czyli mówiąc szczerze naruszania naszych granic, z wciskaniem swoich kłaków do nosa (też naszego) włącznie. Cóż, nikt nie jest na tym świecie idealny. Nawet koty. A i często ci, od których uczymy się wiele, wcale idealni nie są.

Zresztą kto jest.

Co jest za zakrętem

Co jest za zakrętem

Czwartek, 27 Czerwiec 2013

 

W moim życiu ostatnio dużo się dzieje – dużo dobrego, długo wyczekiwanego, ku czemu dążyłam, na co pracowałam. Cieszę się tym bardzo – tak bardzo, że mimo tego, żem patologiczny ranny śpioch, potrafię wcześnie niemal wyskoczyć z łóżka i zabrać się do działania. No dobrze, trochę przesadzam. Wyskakiwanie jest jednak chyba poza moim zasięgiem poza sytuacjami absolutnie skrajnymi :)
Po co o tym piszę? Żeby dzielić się radością? Nie, choć doceniam i praktykuję każdy przejaw radości i wdzięczności wobec tego, co się dzieje tak, jak tego chcemy, a ćwiczę się w wystrzeganiu narzekactwa. Jednak nie po to.

W moim życiu ostatnio dużo się dzieje – dużo dobrego, długo wyczekiwanego, ku czemu dążyłam, na co pracowałam. Cieszę się tym bardzo – tak bardzo, że mimo tego, żem patologiczny ranny śpioch, potrafię wcześnie niemal wyskoczyć z łóżka i zabrać się do działania. No dobrze, trochę przesadzam. Wyskakiwanie jest jednak chyba poza moim zasięgiem poza sytuacjami absolutnie skrajnymi :)

Po co o tym piszę? Żeby dzielić się radością? Nie, choć doceniam i praktykuję każdy przejaw radości i wdzięczności wobec tego, co się dzieje tak, jak tego chcemy, a ćwiczę się w wystrzeganiu narzekactwa. Jednak nie po to.

Powoli idzie nowe – idą duże zmiany, które pewnie wywrócą mój świat do góry nogami – zmiany równie wyczekiwane i bardzo ważne w moim życiu. Nowe będzie potrzebowało miejsca. Stare będzie musiało zrobić mu przestrzeń.

I nagle zdałam sobie z czegoś sprawę. Zdałam sobie ją na nowo i dużo mocniej, niż dotychczas. 
Jedyne, co jest pewne na tym świecie, to niepewność tego, co się wydarzy. Odpuszczając kontrolę nad tym, co ma być i jak ma być, pojawia się miejsce na ciekawość i otwartość na nowe doświadczenia, przeżycia, perspektywy. Odnajdywanie pełni radości z nowego jest możliwe, jeśli staremu pozwala się odejść  lub zmienić – choćby w pewnym zakresie. Zgoda na to odejście, na nieoczekiwane, i na to, że nad życiem nie da się do końca zapanować – daje miejsce dla spokoju i radości oczekiwania. Czasem mamy trudność z wprowadzaniem zmian właśnie dlatego, że... wiążą się ze zmianami i ryzykiem. Jednak przywiązanie do korzyści, jakie mamy tu i teraz przytrzymuje nas w miejscu – w ten sposób nigdy nie zobaczymy, co jest za zakrętem. 
Nie potrzebuję totalnej kontroli nad życiem. Wystarczy, że ogarniam ten bałagan jakoś i potrafię się nim cieszyć z dnia na dzień. Wystarczy, że sobie ufam. 
Bardzo chcę dawać się życiu zaskakiwać. Tylko wtedy będę mogła zobaczyć, co jest za zakrętem. 

I nagle zdałam sobie z czegoś sprawę. Zdałam sobie ją na nowo i dużo mocniej, niż dotychczas. 

Jedyne, co jest pewne na tym świecie, to niepewność tego, co się wydarzy. Odpuszczając kontrolę nad tym, co...

Żyjemy w transie

Żyjemy w transie

Środa, 12 Czerwiec 2013

Poniedziałek. 6.00 rano. Budzik, biegiem do łazienki, śniadanie, zęby, trzy łyki kawy w trakcie robienia makijażu... Potknięcia się o kota (którego zazwyczaj w tym miejscu, w którym na niego wpadam, o 6.30 nie ma) niemal nie zauważam. Mam załatwić ważną sprawę, wsiadam do samochodu, jadę... Po jakimś czasie orientuję się, że jestem w zupełnie innym miejscu, niż chciałam. Znalazłam się na trasie dawnego przyzwyczajenia.

 

Też tak miewasz?
Gdzie się podziały te wszystkie lata? Dlaczego tak wiele dni jest tak bladych do siebie podobnych? Przecież to nasze jedyne życie, szkoda tych lat, szkoda tych dni...
Czasem budzi się w nas tęsknota za życiem świadomym – by uczestniczyć w swym życiu, a nie płynąć jak w transie. By łapać chwile „przebudzenia”, chwile kontaktu z samym sobą i otaczającym światem, chwile pełnej obecności tu i teraz. By zauważać, a nie tylko patrzeć. Słyszeć, a nie tylko słuchać. Czuć. 
Tylko, że sama tęsknota niewiele daje – może lepiej zdecydować się na to, by podjąć wysiłek życia bardziej świadomego, uważnego?

Wtorek. Umawiam się na spotkanie. Zastanawiam się, kiedy się ostatnio widziałyśmy. No tak, faktycznie to było niedawno, ale jakoś trudno mi zdecydować – czy to był czwartek, a może piątek? Wszystkie dni są do siebie podobne. Przepływają między palcami nie pozostawiając na nich śladu. Jak czysta woda – i jak czysta woda powodują tylko znak upływu czasu, jak erozji, która drąży rowki na naszej skórze. 

Też tak miewasz? Gdzie się podziały te wszystkie lata? Dlaczego tak wiele dni jest tak bladych do siebie podobnych? Przecież to nasze jedyne życie, szkoda tych lat, szkoda tych dni... Czasem budzi się w nas tęsknota za życiem świadomym – by uczestniczyć w swym życiu, a nie płynąć jak w transie. By łapać chwile „przebudzenia”, chwile kontaktu z samym sobą i otaczającym światem, chwile pełnej obecności tu i teraz. By zauważać, a nie tylko patrzeć. Słyszeć, a nie tylko słuchać. Czuć. Tylko,...

Kilka słów o dojrzałości

Czwartek, 18 Kwiecień 2013

Praca nad sobą pomoże ci stać się osobą dojrzałą. Gdy już osiągniesz pełną formę, będziesz mogła wziąć całą odpowiedzialność za swoje decyzje, wybory, życie i w ten sposób powitać dojrzałość. Póki nie weźmiemy odpowiedzialności za swoje życie i swoje szczęście, nie jesteśmy istotami dojrzałymi, lecz nadal dziećmi – zaleznymi od innych i przerażonymi dziecmi w skórach dorosłych. Robin Norwood 

Archiwum